poniedziałek, 9 listopada 2009

Zimna gra.

Zimno. Dookoła śnieg, gwiazdy na niebie i cała ta pieprzona romantyczność. Nie zrozum mnie źle, jestem romantyczką. Lubię Stachurę i Myslovitz. Jednak sytuacja nie byłaby taka beznadziejna, gdybym nie zrobiła tego, co zrobiłam.
Okej, cofnę się w czasie o 10 minut.
Jestem u niego w domu. Siedzimy w jego pokoju na piętrze, słuchamy Coldplay’a, pijemy herbatę, uczymy się fizyki.
-„Michał, Ty mnie lubisz.”
Zamurowało go. Tak przypuszczam. 
Nic nie odpowiedział, tylko podrapał się w głowę burząc swoje kasztanowe loki. Odłożył podręcznik. Odstawiłam herbatę.
-„Widzę to.”
Tak, widziałam to, a może tylko chciałam widzieć. Z Michałem przyjaźniłam się od 4 lat. Był przy mnie, gdy zaczynałam chodzić z jednym, gdy poznałam drugiego, gdy w końcu przysięgłam sobie, że nie wciągnę się w żaden poważny związek.
Zawsze byłam o niego zazdrosna.
Myślałam, że tylko jak o przyjaciela. 
Gdy oświadczył mi, że ona mu się podoba, zareagowałam śmiechem, lecz zaoferowałam swoje rady. Chciałam być pomocna, chociaż wiedziałam, że nie ma u niej szans. Po dwóch latach jego uczucie podobno przycichło. 
Na ostatniej wycieczce rozmawialiśmy ze sobą więcej, niż zwykle. Zauważyłam, że on jako jedyny akceptował moje spojrzenie na świat, chociaż sam miał zupełnie inne.
Po powrocie do szkoły zauważyłam, jak bardzo się zmienił, odkąd się poznaliśmy. To już nie był ten sam przygarbiony, nieco niższy ode mnie zagubiony chłopak. Patrząc na niego widziałam wysokiego, szczupłego chłopaka, z lokami koloru kasztanowego i spojrzeniu zielonych oczu opowiadających historie, które chciałabym usłyszeć. Następnej nocy śniłam o nim. O wspólnej radości, o pierwszym objęciu, o pocałunku, który z całą pewnością nie był przyjacielski. Nie chciałam się budzić, tylko trwać, trwać i nigdy nie przestać czuć tej euforii. Nie wyobrażasz sobie, jakie było moje zdziwienie, gdy nazajutrz w szkole Michał zagaił:
-„Mhm, Weronika?”
-„Taaa?
-„Mogę Ci zadać trochę intymne pytanie?”
-„Um, pewnie. Jeśli będzie zbyt intymne, to najwyżej nie odpowiem.”
-„Okej. Powiedz mi… Co czujesz, gdy się całujesz we śnie?”
Rozumiesz to? Potrafisz sobie wyobrazić moje zdziwienie? I radość?
Powiedziałam mu, co czułam poprzedniej nocy. Jakie to było cudowne, realne, piękne. Pominęłam fakt, ze to właśnie z nim przeżyłam te chwile.
A on? On przeżył to samo.
-„Nie wiem, jak to jest na jawie, ale we śnie przepełniała mnie czysta radość. Szczęście. Jakby to miało trwać wiecznie.”
O mój Boże. Byłam wniebowzięta. Byłam prawie pewna, że śniliśmy o sobie nawzajem. Głupia.
-„Szkoda, że tak nie może być na jawie. Ona nigdy na mnie nie spojrzy, sama mi tak mówiłaś, Wer.”
Moje nogi się ugięły. Co miałam powiedzieć? Żeby nie myślał o niej, tylko o mnie? „Hej, Michał, olej ją, bo ja jestem tą, której się podobasz”? 
Od tamtego wydarzenia minęło trochę czasu, jemu trochę przeszło, mi nie. Cały czas miałam nadzieję, ze on dostrzeże, co się święci. Chyba nie dostrzegł. W końcu zaproponował mi wspólne uczenie się do sprawdzianu z fizyki. W ten sposób wylądowałam u niego w pokoju. Nie chciałam tego pozostawić samemu sobie.
-„Michał, Ty mnie lubisz. Widzę to.”
Atmosfera była idealna. Za oknem pruszy śnieg, z głośników komputera Chris Martin cicho pojękuje „Fix You”, herbata już nie parzy języków, on jest przy mnie, a ja właśnie zrobiłam pierwszy krok.
-„Pewnie, Wer. Ty mnie też”.
Tak, Michał, ja Cię też. Ale nie tak, jak to sobie wyobrażasz.
-„Nic nie mów. Proszę.”
Cisza. Całe moje starania mogą zamknąć się w tej jednej chwili, która zdaje się trwać wieczność.
Spojrzałam w jego oczy, zdające się pytać, co zamierzam zrobić. Przysunęłam się do niego bliżej na dywanie. Drżącą dłoń powoli przesunęłam w kierunku jego dłoni. Dotknęłam go. Cichutko, nie spiesząc się, zbliżałam swoją głowę do jego, próbując uchwycić zapach jego włosów, skóry. Nie mogłam się cofnąć. Cała ta sytuacja dodała mi dziwnej pewności siebie, przekonania, że postępuję słusznie. Nie wytrzymałam. Zbliżyłam mój nos do jego nosa, policzek do policzka, usta do ust.

To był najpiękniejszy pocałunek , jakim kiedykolwiek kogoś obdarowałam.

To on go przerwał.
Przeniósł swój wzrok na mnie, a ja nie mogłam wytrzymać ciężaru jego spojrzenia.
Wstałam, jak najszybciej mogłam, chwyciłam książkę, torebkę, rozlałam herbatę i wybiegłam z pokoju. Prawie przewróciłam się na schodach. Ubrałam w pośpiechu kurtkę, buty i nie żegnając się z jego rodzicami, uciekłam.
Jak tchórz.
Teraz idę w zimowy wieczór przez dzielnicę bogatych, świeżo wybudowanych domków na obrzeżu miasta. Zapewne zaraz się poślizgnę na śliskiej, niewykończonej ścieżce.
Nie chcę go już więcej spotkać.
Nie wiem, co sobie wyobrażałam. Zniszczyłam cztery lata pięknej przyjaźni. Nie znajdę drugiego tak empatycznego przyjaciela, który kocha muzykę Coldplaya i wiersze Stachury tak samo jak ja. Już nigdy nie doradzę mu w czymkolwiek, nie mając przed oczami tego, co dzisiaj zrobiłam.
Nie chcę wracać do szkoły.
Usłyszałam chrzęst kół rowerowych na żwirze. Chwilę później on był przy mnie.
Zsiadł w roweru, rzucił go na drogę, zdjął tę śmieszną czapkę, którą nosi już trzeci rok.
Podszedł do mnie, spojrzał mi w oczy i pocałował.

To był najpiękniejszy pocałunek, jakim mnie ktokolwiek obdarował.